Strona główna

„Odpocznij w ruchu” – wakacyjny warsztat terapii tańcem i ruchem

Dodaj komentarz

odpocznij_w_ruchu_wakacyjny_warsztat_terapii_tańcem_i_ruchem

Zapraszamy do Siedliska Ciszy na wyjątkowy warsztat wakacyjny, dzięki któremu masz szansę lepiej poznać siebie i nauczyć się żyć w zgodzie z własnym ciałem.

Warsztat poprowadzą :

Monika Leszczyńska – psychoterapeutka tańcem i ruchem, pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, na co dzień wykorzystuje różne formy pracy z ruchem, między innymi nowatorską metodę „Bartenieff Fundamentals” i Tańce Esencji Kwiatowych. Uczennica Peggy Hackney i Martine Winnington.

Małgorzata Wiśniewska – certyfikowana psychoterapeutka tańcem i ruchem, współprowadzi Polski Instytut Psychoterapii Tańcem i Ruchem. Ukończyła a następnie asystowała w szkoleniu w zakresie Ruchu Autentycznego akredytowanym przez Institute for Integrative Bodywork and Movement Therapy. Pracuje terapeutycznie z dziećmi w przedszkolu integracyjnym oraz w praktyce prywatnej z nastolatkami i dorosłymi. Jest mamą trójki dzieci, ciekawią ją ludzie, lubi próbować nowych rzeczy i dokonywać zmian w życiu tak aby być w zgodzie ze sobą.

Termin:

6-12 lipca 2014
Cena: 1300 zł

Miejsce:

Siedlisko Ciszy – Dom Działań Twórczych

Kamieńczyk 10

57-530 Międzylesie

www.agrokotlina.pl  www.agrokotlina.wordpress.com

odpocznij_w_ruchu_wakacyjny_warsztat_terapii_tańcem_i_ruchem_1odpocznij_w_ruchu_wakacyjny_warsztat_terapii_tańcem_i_ruchem_2

Zapisy i dodatkowe informacje:

Małgorzata Wiśniewska: mwisniewska@instytutdmt.pl

tel. 509-15-16-89

 

Przez sześć dni na terenie „Siedliska Ciszy”, wśród zieleni i pięknych widoków Kotliny Kłodzkiej będziemy wsłuchiwać się w siebie, swoje ciało, a także cieszyć wspólnym tańcem. Warsztaty będą obejmować pracę z ciałem w oparciu o „Bartenieff Fundamentals”, wprowadzenie do Ruchu Autentycznego, tańce w kręgu ze szczególnym uwzględnieniem Tańców Esencji Kwiatowych, a także improwizację w tańcu.

Kilka słów o metodach:

Bartenieff Fundamentals – kompleksowe podejście do pracy z ciałem i ruchem skupiające się na wspieraniu ruchu zarówno funkcjonalengo jak i ekspresyjnego, ujmowanego w kontekście całego ciała i człowieka jako całości. Odwołuje się do naturalnych sposobów zorganizowania ciała w ruchu (wzorce rozwojowe) i skupia na przywracaniu łatwości używania tych naturalnych połączeń w ciele, zdarza się, że nie dosyć wykształconych na wczesnym etapie rozwoju lub zablokowanych przez napięcia. Skupienie na powiązaniu odczuć z ciała z jakością ruchu zwiększa świadomość siebie, prowadzi do bardziej płynnego, efektywnego ruchu, w konsekwencji zmienia też obraz siebie. Bartenieff Fundamentals stanowi ważną część rozumienia ruchu w Laban Movement Analysis and Synthesis.

Ruch Autentyczny – jedno z podejść w psychoterapii tańcem i ruchem wywodzące się z koncepcji „aktywnej wyobraźni” Carla Gustawa Junga. Zostało zapoczątkowane jako forma rozwoju osobistego i terapii przez Mary Whitehouse, a następnie było rozwijane między innymi przez Janet Adler i Joan Chodorow. Jednym z głównych tematów, które tu się pojawiają to bycie widzianym. Praktyka Ruchu Autentycznego prowadzi do uwrażliwienia na sygnały płynące z ciała, rozpoznawania, nazywania i łączenia odczuć z ciała z emocjami i myślami. W pełnej zaufania relacji ze świadkiem, po nasyceniu potrzeby bycia zobaczonym, możliwe jest pogłębienie zdolności podążania za nieświadomym impulsem a jednocześnie stawania się swoim własnym nieoceniającym obserwatorem. Ruch Autentyczny zwiększa naszą uważność, bywa nazywany medytacją w ruchu.

Tańce Esencji Kwiatowych – wybrane lub stworzone przez Anastazję Geng tańce w kręgu stanowiące odpowiedniki esencji kwiatowych dr Bacha. Dzięki czerpaniu inspiracji ze świata nutury i bogatej symbolice stwarzają możliwości transformowania stanów emocjonalnych i doświadczania ich nowej jakości. Jak np. taniec ostrokrzewu – ułatwia spojrzenie z innej perspektywy na ludzi, z którymi wiążą nas trudne emocje albo taniec okrężnicy bagiennej – umożliwia otwarcie się na otoczenie, jednocześnie pozostanie świadomym siebie. Proste, powtarzalne kroki tych tańców łatwo wprowadzają w doświadczenie głębokiej harmonii esencji kwiatowych.

Uwaga!!!

Są jeszcze wolne miejsca !!!

odpocznij_w_ruchu_wakacyjny_warsztat_terapii_tańcem_i_ruchem_3odpocznij_w_ruchu_wakacyjny_warsztat_terapii_tańcem_i_ruchem._4

Z    A    P    R    A    S    Z    A    M    Y    !    !    !

Reklamy

Wakacyjne warsztaty z jogą

Dodaj komentarz

wakacje z jogą
Zbliżają się wakacje… Może warto spędzić je aktywnie z myślą o naładowaniu akumulatorów przed kolejnym okresem wytężonej pracy.
Zapraszamy Państwa do Siedliska Ciszy na aktywne wakacje z jogą. O szczegółach prosimy czytać na naszej stronie WARSZTATY W SIEDLISKU

wakacje z jogą

Lato z ptakami odchodzi…

1 komentarz

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012
Wrzesień. Powoli myśli nabierają jesiennego rytmu, plącząc się między fioletem rozkwitłych wrzosów jak nici pajęczyn, rozplecionych przez babie lato. Czasem w cieple popołudniowego słońca wracają wspomnienia z ledwie minionych wakacji…

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012

Lipiec grzmiał i ronił rzęsiste łzy jakby nie mogąc pogodzić się z odejściem wiosny. Pomimo tej rozpłakanej aury Siedlisko pełne było Gości. Zjechali do nas z Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Berlina, by jak mówili zresetować się, odetchnąć w ciszy, czy choćby doświadczyć prawdziwie ciemnej nocy. Przyjeżdżali z dziećmi, psami, kotami, czasem ze swoją historią, którą pragnęli nam opowiedzieć, czasem milczący, czasem pełni pytań i ciekawości naszego życia w górach… Niektórych już dobrze znamy, bo bywają u nas co roku, niektórych widzieliśmy pierwszy raz w życiu… Porzuciliśmy więc swój własny rytm, by przez owe dwa miesiące wakacji stworzyć naszym turystom  przyjazny, letni dom. Staraliśmy się być niezauważalni, a jednocześnie uważni i skupieni, pracując tak, by ci szukający odpoczynku ludzie mogli czuć się u nas jak u siebie…

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012

Przyszedł sierpień, a wraz z nim polami zaczęły chadzać przedjesienne smętki. Spadały gruszki i śliwki w sadzie, dojrzewała gryka, jeżyny puszczały do nas oko w czasie porannych spacerów, kiedy moje psy szalały na siwej od rosy trawie. W końcu zakwitły mimozy i choć dom wciąż pełen był Gości, poczułam że lato definitywnie się kończy, a czas kanikuły płynnie przechodzi w jesienną melancholię… Jednak parę owych wakacyjnych spotkań zostanie z nami na zawsze, więc może warto zapisać je w kilku akapitach, by ich nastrój nie spłynął z pierwszą jesienną słotą, a potem nie przepadł w śniegu, który już niedługo zasypie nas na parę miesięcy. Czas zapisany ma to do siebie, że trwa…

Kiedy w drzwiach naszego domu stanęli Kasia i Tomek, pomyślałam że to co robimy ma jakiś głębszy sens, bowiem cóż jest cenniejszego od ludzkiej pamięci, zwłaszcza dobrej pamięci. Dwa lata minęły od dnia w którym Kasia i Tomek ślubowali sobie w naszym kościele miłość aż po grób. Potem była uczta w naszej sali kominkowej zwanej „stajnią”, spacer aż do granicy z Czechami, podczas którego młodych podziwiały dusiowe jałówki, sesja zdjęciowa w Adrszparskich Skałach, ognisko, dużo ciepłych słów, zbyt szybko uciekający czas i smutek przy pożegnaniu. Nie przypuszczałam, że kiedyś do nas wrócą… A jednak przyjechali. Przywieźli ze sobą mnóstwo dobrych wspomnień, album pełen cudnych zdjęć i zapewnienie, że kiedyś znowu nas odwiedzą. Kiedy ich żegnaliśmy, nasza praca, w domu „na końcu świata”, nabrała nowego wymiaru…

kameralny_slub_w_gorach

Spotkanie z Dorotą i Darkiem zawsze jest niezwykłe, bo wtedy dom wypełnia się ciepłem i rozbrzmiewa dobrymi słowami. Podobnie jak my kochają Kotlinę i podobnie jak my rozumieją wartość ciszy i życie w zgodzie z naturą. Kiedyś przed laty, gdy nie mieliśmy pojęcia o swoim istnieniu, kibicowali nam w czasie remontu domu odwiedzając Kamieńczyk podczas swoich wędrówek po Ziemi Kłodzkiej. Kiedy przyjechali do nas po raz pierwszy miałam wrażenie, że znamy się od wielu lat. Już po chwili okazało się, że kończyliśmy jedno liceum, wprawdzie w różnych klasach, więc wtedy nie dane nam było się głębiej spotkać… Teraz dzięki temu, że prowadzimy otwarty dom w górach, możemy co jakiś czas pobyć razem. Tego lata byli u nas ledwie chwilę, ale ich pobyt dał mi szansę, po raz kolejny, poczuć wartość naszej pracy…

wakacje_z_jogą_kamienczyk_2012

Na dziewczyny ze szkoły jogi Pawła Dąbrowskiego, czekam jak na dobre znajome. Tego lata były u nas tydzień i był to jeden z najsympatyczniejszych tygodni wakacji. Z wielką przyjemnością wymyślam dla nich wegetariańskie potrawy i wstaję bladym świtem, by ze wszystkim zdążyć. Czas, kiedy na to jak ćwiczą, mogę spojrzeć przez obiektyw, jest nagrodą za cały trud kuchennej krzątaniny. Znowu zrobiłam czterysta zdjęć, a oglądając je nie mogłam wyjść z podziwu nad chartem ducha tych kobiet, nad ich determinacją, koncentracją, siłą woli. Tym razem nawet młode jaskółek wyfrunęły z gniazd w stodole, by podziwiać jogę na trawie… Każde spotkanie ze szkołą Ananta ma wymiar duchowy. Wtedy Siedlisko Ciszy naprawdę wypełnia c i s z a…

wakacje_z_jogą_warsztat_Pawła_DĄBROWSKIEGO_15-07_21-07-2012

Powoli odlatują ptaki. W domu pachnie antonówką i węgierkami, ogórki stoją na baczność w słojach, papryka stroi żółte miny, beczka na kapustę wyczekuje listopada, a my palimy ogniska, nad którymi snują się wspomnienia minionego lata i ta piosenka z dalekiej przeszłości:

Lato z ptakami odchodzi,
Wiatr skręca liście w warkocze.
Dywanem pokrywa szlaki,
Szkarłaty wiesza na zboczach.
Przyobleka myśli w kolory,
W liści złoto, buków purpurę…
Palę w ogniu letnie wspomnienia,
Idę wymachując kosturem.
Idę w góry cieszyć się życiem,
Oddać dłoniom halnego włosy,
W szelest liści wsłuchać się pragnę,
W odlatujących ptaków głosy…

Wieczorami zapełniamy piwniczkę w oczekiwaniu na jesiennych i zimowych gór miłośników…

Kamieńczyk, wrzesień 2012

„Trwaj chwilo, trwaj…”

3 Komentarze

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Zbudził mnie ptasi świergot. Za chwilę byłam już w ogrodzie. „Czerwcowe ogrody są najpiękniejsze” – powiedziała kilka dni temu, odwiedzając nas, Ewa. Dzisiaj, tuż po wschodzie słońca mój wydał mi się właśnie taki, najpiękniejszy, po prostu cudny. Choć wiem, że uwodzi i czaruje nie tylko w czerwcu…

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Niewiele mam ostatnio czasu, by w nim pracować, ale dzięki temu nagle odkryłam urodę chwastów i całego tego badziewia, które przytula się do kwiatów i krzewów jakby chowając się przed nadchodzącą egzekucją, czyli przede mną. Od wiosny te wszystkie badylki coraz bujniej rozkwitają pomiędzy moimi roślinami i jakoś mi to nie przeszkadza. Nawet pokrzywy dziwnie mnie urzekły. Gdyby wsadzić między nie białe kalie, byłaby to zaiste szalona rabata. Spokojnie, bez wyrzutów sumienia, że nic nie robię dopijałam więc swoją poranną kawę  rozpuszczając oczy po moim, wyjątkowo w tym roku, naturalistycznym ogrodzie, który dzisiaj pełen był białych, lilaniebieskich, brudnoróżowych plam rozedrganych porannym światłem. Te plamy to: margarytki, które robią co chcą, to znaczy rosną tam, gdzie im się podoba, wiotkie jak panny na wydaniu wieczorniki damskie napełniające ogród, zwłaszcza wieczorami (to w końcu zgodne z ich nazwą), delikatnym zapachem, niesforne, zupełnie nieuporządkowane kępy gęsiówki białej, astrów alpejskich, kwitnących poziomek, irysów czy wreszcie orlików… Czas spędzony w czerwcowym ogrodzie bywa nieśpieszny, ale za to pełen uroku, pozwala zapomnieć o całym otaczającym świecie, jest czystą kontemplacją harmonijnej natury.

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Czasem jednak z ogrodu trzeba wyjść, choćby po to, by zjechać po zakupy do Międzylesia. W ostatniej chwili, już przy kasie, wzięłam do ręki najnowszy numer Gazety Prowincjonalnej „Brama” – wszak mieszkamy na prowincji, warto więc dowiedzieć się, co na niej słychać. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie zajrzałam do środka. Oto, co tam znalazłam:

Agroturystyczne wspomnienia – Janusz Puszczewicz

„SPOTKANIE DZIEWIĄTE

  Kamieńczyk nieopodal Międzylesia, gdzie dla jednych zaczyna się Polska, dla innych kończy. Perełką wioski jest drewniany kościółek, najstarszy w tym regionie. Tuż obok agroturystyka „Siedlisko”. Urokliwe położenie, z okien odsłania swój niepowtarzalny urok Kotlina Kłodzka. Gospodynią jest Pani Magda, która kiedyś rzuciła miasto i przeniosła się w ten zagubiony zakątek. Odremontowali gospodarstwo, stworzyli jedno z najpiękniejszych gospodarstw w tej części. W sali jadalnej piękne ceglane sklepienie. Przytulnie urządzone pokoiki, gdzie śpi się zapominając o całym bożym świecie. Doskonała, urozmaicona domowa kuchnia. Do dyspozycji gości duża biblioteka, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Dom pełen zabytkowych często rzeczy i bibelotów, czujemy w nim jakąś magiczną moc. Miłą atmosferę stwarzają też sami gospodarze, naszym nocnym rozmowom nie było końca. Pani Magda w wolnych chwilach pisze swoje „Kartki z Kotliny” zbiór opowieści związanych z odkrywaniem tego miejsca. Wyjątkowe miejsce, do którego nie sposób nie wrócić. Na marginesie, nasuwa się pytanie. Dlaczego jedni potrafią stworzyć takie miejsce, tak przyjazne gościom. Gdzie każdy z nas czuje się wyśmienicie i do którego chce się wracać. Wiele czyni m.in. dobra kuchnia, dobre warunki pobytu, malownicze miejsce, czy liczne atrakcje. Najważniejsze jest jednak podejście samych gospodarzy i wkładane w to serce. Tak mało, a jednocześnie tak wiele…”

Czytając wspomnienia redaktora portalu ziemiaklodzka.pl pomyślałam, że właśnie o to nam chodziło gdyśmy kilka lat temu otworzyli drzwi naszego domu przed gośćmi. Chcieliśmy by poczuli się u nas jak w domu, ale także my pragnęliśmy wspólnie z nimi czuć się jak w domu. Tak właśnie, nie jak w hotelu, nie pensjonacie czasem wyjątkowo ekskluzywnym, a jednak zimnym, obcym, lecz właśnie jak w prawdziwym domu. Takim gdzie tyka stary zegar, gdzie pies przeciągnie się na kanapie i kot zamruczy, gdzie w ogrodzie jest też miejsce dla dzikiego badylka, gdzie nikt nie goni czasu lecz w nim trwa, smakując każdą chwilę…

Dziękuję  Panie Januszu, za to że poczuł Pan u nas tę magię i zechciał o tym opowiedzieć. W naszym zwariowanym świecie wystarczy dostrzec rzeczy najprostsze i zatrzymać się – wtedy okazuje się, że magia jest na wyciągnięcie ręki, tuż, tuż…

Wieczorem, patrząc na ogród oprószony światłem zachodzącego słońca miałam w uszach ów refren śpiewany przez Elżbietę Adamiak i Adama Nowaka:  „Trwaj chwilo, trwaj jesteś taka piękna… dziś tylko głupcy śpią…”

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

O tym, jak w Kotlinie odnalazłam ogród sztuki. Joseph Andreas Pausewang. Malarz stąd.

2 Komentarze

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_babie_lato

Wrzesień. Na miedzach jarzębina ugina się pod ciężarem korali. Na trawach poranna siwucha rozedrgana promieniami nisko wschodzącego słońca i mgły unoszące się nad polami.  Ogrodowe cynie i mieczyki, zadziwiająco kolorowe, jawią się jak przybysze z zupełnie innego świata. Ten bowiem jest coraz bardziej monochromatyczny, ochrowo – słomkowy, subtelnie wyciszony, opleciony nicią pajęczyn, powoli zastyga, jakby do snu się szykował. Oto mamy babie lato. Od kiedy tu żyjemy, jest to moja ukochana pora roku. Choć po głębszym namyśle, każdą tak mogłabym nazwać, jako że każdą przeżywam w pejzażu, w otwartej przestrzeni, ograniczonej jedynie konturem Masywu Śnieżnika, który tylko pozornie tworzy jakąś granicę. Wszak za nim, za tym teatralnym górskim wypiętrzeniem, otwiera się kolejna przestrzeń. Wystarczy tylko na szczyt się wdrapać. Być może owo babie lato, a potem jesień i zima dlatego są tak fascynujące, że jest to czas, w którym mogę wejść w przestrzeń Kotliny dosłownie lub w wyobraźni, bowiem nic mnie już nie trzyma we wnętrzu domu lub ogrodu. Turyści podobni kolorowym motylom„odlecieli”, ogród zarósł w lecie i o żadną pracę się nie upomina, mam więc czas, by pobłądzić po Kotlinie, by się nią nasycić lub może lepiej – by po raz kolejny poczuć, że jestem jej fragmentem, elementem pejzażu zatrzymanym w kadrze płótna malarza…

agrokotlina_agroturystyka_kamieńczyk_babie_lato

Całe lato rozmyślałam o czasach, gdy Ziemia Kłodzka była ogrodem sztuki, terenem penetracji Kłodzkiej Grupy Artystycznej, miejscem inspiracji, twórczego niepokoju, krainą uwielbioną, której urodę „zapisali” na płótnie i papierze. Bywa, że mówi się o członkach owej grupy, iż byli Bractwem z Krainy Śnieżnika. Śnieżnik, owa najwyższa Góra Kłodzkiego Hrabstwa, zajmował w twórczości działających tu malarzy miejsce szczególne. Ich pejzaże są swoistą księgą Góry, kolejną kartą odkrywania jej mocy, niezbitym dowodem na to, że Góra bywa przebudzeniem, a także olśnieniem, bowiem to właśnie Ona pośredniczy między niebem, a ziemią, jest znakiem wieczności, swoistym sacrum, ale przede wszystkim bywa zaskakująca, nieprzewidywalna, niepowtarzalna i piękna. Nikt, a zwłaszcza artysta żyjący w cieniu Góry, nie może pozostać wobec niej obojętny, bowiem Góra jest wyzwaniem. Podobnie jak Pustynia, Góra to najlepsze miejsce dojrzewania Ducha, wyłuskiwania go z ciemności milczenia, zarówno Góry jak i Pustyni. Milczenie w konsekwencji prowadzi do sztuki. Milcząca Góra prędzej czy później zostanie „opisana” przez artystę. Kraina Śnieżnika w sposób niezwykły została zapisana pędzlem włóczących się po niej od połowy dziewiętnastego stulecia malarzy…

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_babie_lato

W ciszy babiego lata i nadchodzącej po nim jesieni obcuję z Górą pełniej, a jej cień mam wrażenie, staje się realny, prosto – wychodzi z cienia. W mroku cienia wspomnienie lata nabiera barw. Bywa, że wraca nanizane na nici rozwieszonych na polach i łąkach pajęczyn. Wystarczy zamknąć oczy…

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_malarz_stąd

Jest początek lipca. Upał dyszy nad Międzylesiem. Godzinę temu szliśmy chłodnym, bukowym lasem schodząc z Suchonia, szczytu który niewielu zna, bowiem prowadzi na niego niepozorny, trudny do „odczytania” szlak kopczykowy. Teraz stoimy na moście prowadzącym do międzyleskiej siedziby Althanów, czekając na otwarcie wystawy prac Josepha Andreasa Pausewanga, malarza, o którego istnieniu współcześni Międzylesianie mają blade, lub zgoła żadne pojęcie. Więcej, nie wyobrażali sobie, by w tym maleńkim miasteczku miała kiedyś powstać Letnia Galeria Sztuki. Marek, Beata i jeszcze paru szlachetnych „wariatów” bez pieniędzy doprowadzili do otwarcia owej Galerii, dla której pretekstem stały się twórcze dokonania malarza stąd, swoistego kronikarza życia miasta i okolic, poety śródpolnych kapliczek, kwiatów kładzionych w ceramiczne dzbany, kopuł okolicznych kościołów, wreszcie portrecisty zwykłych ludzi, głównie tkaczy, których „zdejmował” pędzlem w trakcie pracy.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang5       agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang      agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang4

Joseph Andreas urodził się w 1908 roku w pobliskim Boboszowie. Dwa lata później rodzina Pausewangów zamieszkała w Mittelwalde. Tu Joseph ukończył szkołę podstawową, po czym przez półtora roku pracował w firmie transportowej. Rodzice widzieli w nim przyszłego duchownego, dlatego chętnie zgadzali się na spotkania syna z Arturem Heinke, proboszczem parafii w Domaszkowie, ufając że te kontakty zaowocują decyzją o wstąpieniu do seminarium. Tymczasem wielebny wprowadzał młodego Pausewanga w świat sztuki, bowiem bardzo szybko zorientował się, że to właśnie ona jest jego prawdziwym powołaniem. Artur Heinke był nie tylko duchownym, był też malarzem i kolekcjonerem regionalnej sztuki ludowej oraz rzemiosła artystycznego. Malował pejzaże, portrety, martwe natury, a także wykonywał ilustracje do licznych czasopism regionalnych. Interesował się architekturą regionu, a zwłaszcza zabytkami budownictwa wiejskiego. Obrazki starych chałup Kłodczyzny, zdobiące wydany w 1929 roku kalendarz, były jego dziełem. Pozostały też po nim stacje Drogi Krzyżowej w kościele w Domaszkowie. To w jego domu Joseph zrozumiał, co naprawdę chce w życiu robić. Miast czytać i studiować Biblię, rozprawiali o światłocieniu, sposobach mieszania i nakładania farby na płótno, wreszcie razem chodzili po górach, zachwycając się okolicznym pejzażem, rozstawiali sztalugi i malowali.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang17    agrokotlina_agroturystyka_kamieńczyk_pausewang_30    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang18

W ten sposób ksiądz Heinke stał się pierwszym nauczycielem , a zarazem mentorem  młodego Pausewanga, a rodzina pogodziła się z faktem, że Joseph nigdy nie zostanie duchownym. Jak i kiedy młody Pausewang trafił do rodzinnego domu wybitnego malarza monachijskiego, Paula Hoeckera w Długopolu Górnym, tego dokładnie nie wiadomo. Prowadzony wzorowo przez potomków zmarłego w 1910 roku Hoeckera, ów dom był  miejscem szczególnym, swoistą przystanią malarzy śląskich i berlińskich, którzy zjeżdżali tu by dyskutować o sztuce, ale przede wszystkim by malować. To tutaj Joseph spotkał Artura Wasnera, który we Wrocławiu prowadził prywatną szkołę malarstwa. To spotkanie sprawiło, że udał się na studia do Wrocławia. Pobierał nauki u poznanego w Długopolu Wasnera, a także u innych malarzy wrocławskich – Waltera Hartmanna i Maxa Friese. Pod koniec lat dwudziestych był już ukształtowanym artystą. Jego malarskich studiów dopełniła kilkuletnia podróż. Był we Włoszech, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, Bremie, Hamburgu, Nadrenii, Monachium i wreszcie w Berlinie. Podróżując nie tylko malował, ale też bywał w pracowniach znanych malarzy. W Monachium poznał Leo Bambergera, Otto Grassa oraz dominikanina Jozefa Marię Beckerta. W Berlinie bywał w pracowniach Paula Plontke, Friza Webera oraz rzeźbiarza Otto Hizbergera. Wystawiał swoje prace w Berlinie, Dreźnie, Monachium i Bremie. W latach trzydziestych powrócił do Krainy Śnieżnika, bowiem od spotkania z Arturem Heinke największą przyjemność czerpał z malowania rodzimego pejzażu… Tyle życiorys.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang6    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang8    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang11

W Letniej Galerii Sztuki czarno od ludzi. W tłumie nie potrafię się skupić. Wyszliśmy więc, by wrócić tu po oficjalnej pompie. Minęło kilka dni. Zajrzałam do Galerii. Wystawa skromna, wszak powstała z marzenia. Zaledwie trzy oryginalne prace Pausewanga, reszta to reprodukcje. Te oryginały Marek pożyczył od miejscowych meneli, którzy stali się codziennymi bywalcami Galerii. Zachodzą, by sprawdzić, czy jeszcze wiszą. Czyżby liczyli, że ktoś je ukradnie, a oni dostaną kasę, którą będzie można zamienić na tanie wino…

  pausewang  pausewang1

pausewang2     pausewang3

 Na ścianach pejzaże z wydeptanych okolic Międzylesia, zamek Althanów i przyzamkowy kościół Bożego Ciała, cmentarna Barbara, podcienia domów tkaczy, nieistniejące domy i zaułki. To zaledwie kilkanaście obrazów. Patrząc na nie czuję jak trudno było malarzowi umierać w Lohne, gdzie znalazł się po wojnie. Owa niewielka prezentacja jego dorobku twórczego świadczy o prawdziwym ukochaniu miejsca i pozwala lepiej zrozumieć tęsknotę, która z wielkiego świata przywiodła go z powrotem do Międzylesia, tego maleńkiego miasteczka w cieniu wielkiej Góry. Tu musiał czuć się artystycznie spełniony, bo z owej Góry czerpał moc już jako dziecko. Wychodząc zerknęłam na autoportret artysty, a on puścił do mnie oko. No tak, pomyślałam, wszak jesteśmy starymi znajomymi. Szesnaście lat temu razem „odbudowaliśmy” kościół w Kamieńczyku.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang3

A było to tak…

Ciąg dalszy wkrótce…