Strona główna

Takie tam… list do świata

4 Komentarze

 

list_do_swiata

Piszę do Ciebie z końca drogi i świata, z samego dna samotności i ciszy,z niemoty bezsłownej acz nie bezsensownej. Owa cisza, w której siępogrążam, z każdym dniem bardziej i bardziej, staje się istotą mojegotutaj trwania. Sprawia, że się w nim zapadam bezszelestnie, czując całąrozkosz owego bycia bez specjalnej przyczyny, bez początku i końca,trwam jakby pomiędzy tamtym i tym, przeszłym i przyszłym, na krawędzijak na brzytwie. I zupełnie nie wiem czy pokaleczę się czy też uodpornięna wszelkie skaleczenia. W tej sytuacji czas zdaje się być istotą mojegotutaj życia. Dni podobne do siebie znaczą szczegółami, rozpamiętuję je, smakuję, delektuję się nimi i tak się w nich zagłębiam, iż mam wrażenie,że kolekcjonuję godziny. Mam więc godzinę kawy, godzinę ptaków zakuchennym oknem, godzinę z psami włóczęgi, godzinę pióra, godzinęogrodu, godzinę drwa rąbania, godzinę książki, godzinę chleba... imnóstwo, niezliczoną ilość godzin milczenia, zachłyśnięcia się urodąświata, a więc Twoją... 
Owa uroda zatyka, dech odbiera aż do bólu... Mam wrażenie, że niebędąc tu odkładałabym życie na później i nie wiedziałabym, że to robię.Wszak kto wszędzie przebywa, nigdzie nie przebywa naprawdę...
Jakaż ja tu jestem bogata... mam to co jest niezbędne, a więc wystarczające, nie pragnę niczego więcej...
Budząc się rano czuję oddech gór, a zasypiając oddaję się ich opiece... czy trzeba więcej? Wybacz mój drogi Świecie, że Cię sobą zanudzam... To taka próba przerwania milczenia.
Trzeba je czasem pokonać, by móc choć na chwilę zaistnieć w cudzej
świadomości, co też uczyniłam w taki oto, dziwny sposób... m list_do_swiata_1 list_do_swiata_2 list_do_swiata_3

Lato z ptakami odchodzi…

1 komentarz

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012
Wrzesień. Powoli myśli nabierają jesiennego rytmu, plącząc się między fioletem rozkwitłych wrzosów jak nici pajęczyn, rozplecionych przez babie lato. Czasem w cieple popołudniowego słońca wracają wspomnienia z ledwie minionych wakacji…

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012

Lipiec grzmiał i ronił rzęsiste łzy jakby nie mogąc pogodzić się z odejściem wiosny. Pomimo tej rozpłakanej aury Siedlisko pełne było Gości. Zjechali do nas z Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Berlina, by jak mówili zresetować się, odetchnąć w ciszy, czy choćby doświadczyć prawdziwie ciemnej nocy. Przyjeżdżali z dziećmi, psami, kotami, czasem ze swoją historią, którą pragnęli nam opowiedzieć, czasem milczący, czasem pełni pytań i ciekawości naszego życia w górach… Niektórych już dobrze znamy, bo bywają u nas co roku, niektórych widzieliśmy pierwszy raz w życiu… Porzuciliśmy więc swój własny rytm, by przez owe dwa miesiące wakacji stworzyć naszym turystom  przyjazny, letni dom. Staraliśmy się być niezauważalni, a jednocześnie uważni i skupieni, pracując tak, by ci szukający odpoczynku ludzie mogli czuć się u nas jak u siebie…

siedliskociszy_agrokotlina_kamienczyk_wrzesien_2012

Przyszedł sierpień, a wraz z nim polami zaczęły chadzać przedjesienne smętki. Spadały gruszki i śliwki w sadzie, dojrzewała gryka, jeżyny puszczały do nas oko w czasie porannych spacerów, kiedy moje psy szalały na siwej od rosy trawie. W końcu zakwitły mimozy i choć dom wciąż pełen był Gości, poczułam że lato definitywnie się kończy, a czas kanikuły płynnie przechodzi w jesienną melancholię… Jednak parę owych wakacyjnych spotkań zostanie z nami na zawsze, więc może warto zapisać je w kilku akapitach, by ich nastrój nie spłynął z pierwszą jesienną słotą, a potem nie przepadł w śniegu, który już niedługo zasypie nas na parę miesięcy. Czas zapisany ma to do siebie, że trwa…

Kiedy w drzwiach naszego domu stanęli Kasia i Tomek, pomyślałam że to co robimy ma jakiś głębszy sens, bowiem cóż jest cenniejszego od ludzkiej pamięci, zwłaszcza dobrej pamięci. Dwa lata minęły od dnia w którym Kasia i Tomek ślubowali sobie w naszym kościele miłość aż po grób. Potem była uczta w naszej sali kominkowej zwanej „stajnią”, spacer aż do granicy z Czechami, podczas którego młodych podziwiały dusiowe jałówki, sesja zdjęciowa w Adrszparskich Skałach, ognisko, dużo ciepłych słów, zbyt szybko uciekający czas i smutek przy pożegnaniu. Nie przypuszczałam, że kiedyś do nas wrócą… A jednak przyjechali. Przywieźli ze sobą mnóstwo dobrych wspomnień, album pełen cudnych zdjęć i zapewnienie, że kiedyś znowu nas odwiedzą. Kiedy ich żegnaliśmy, nasza praca, w domu „na końcu świata”, nabrała nowego wymiaru…

kameralny_slub_w_gorach

Spotkanie z Dorotą i Darkiem zawsze jest niezwykłe, bo wtedy dom wypełnia się ciepłem i rozbrzmiewa dobrymi słowami. Podobnie jak my kochają Kotlinę i podobnie jak my rozumieją wartość ciszy i życie w zgodzie z naturą. Kiedyś przed laty, gdy nie mieliśmy pojęcia o swoim istnieniu, kibicowali nam w czasie remontu domu odwiedzając Kamieńczyk podczas swoich wędrówek po Ziemi Kłodzkiej. Kiedy przyjechali do nas po raz pierwszy miałam wrażenie, że znamy się od wielu lat. Już po chwili okazało się, że kończyliśmy jedno liceum, wprawdzie w różnych klasach, więc wtedy nie dane nam było się głębiej spotkać… Teraz dzięki temu, że prowadzimy otwarty dom w górach, możemy co jakiś czas pobyć razem. Tego lata byli u nas ledwie chwilę, ale ich pobyt dał mi szansę, po raz kolejny, poczuć wartość naszej pracy…

wakacje_z_jogą_kamienczyk_2012

Na dziewczyny ze szkoły jogi Pawła Dąbrowskiego, czekam jak na dobre znajome. Tego lata były u nas tydzień i był to jeden z najsympatyczniejszych tygodni wakacji. Z wielką przyjemnością wymyślam dla nich wegetariańskie potrawy i wstaję bladym świtem, by ze wszystkim zdążyć. Czas, kiedy na to jak ćwiczą, mogę spojrzeć przez obiektyw, jest nagrodą za cały trud kuchennej krzątaniny. Znowu zrobiłam czterysta zdjęć, a oglądając je nie mogłam wyjść z podziwu nad chartem ducha tych kobiet, nad ich determinacją, koncentracją, siłą woli. Tym razem nawet młode jaskółek wyfrunęły z gniazd w stodole, by podziwiać jogę na trawie… Każde spotkanie ze szkołą Ananta ma wymiar duchowy. Wtedy Siedlisko Ciszy naprawdę wypełnia c i s z a…

wakacje_z_jogą_warsztat_Pawła_DĄBROWSKIEGO_15-07_21-07-2012

Powoli odlatują ptaki. W domu pachnie antonówką i węgierkami, ogórki stoją na baczność w słojach, papryka stroi żółte miny, beczka na kapustę wyczekuje listopada, a my palimy ogniska, nad którymi snują się wspomnienia minionego lata i ta piosenka z dalekiej przeszłości:

Lato z ptakami odchodzi,
Wiatr skręca liście w warkocze.
Dywanem pokrywa szlaki,
Szkarłaty wiesza na zboczach.
Przyobleka myśli w kolory,
W liści złoto, buków purpurę…
Palę w ogniu letnie wspomnienia,
Idę wymachując kosturem.
Idę w góry cieszyć się życiem,
Oddać dłoniom halnego włosy,
W szelest liści wsłuchać się pragnę,
W odlatujących ptaków głosy…

Wieczorami zapełniamy piwniczkę w oczekiwaniu na jesiennych i zimowych gór miłośników…

Kamieńczyk, wrzesień 2012

„Trwaj chwilo, trwaj…”

3 Komentarze

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Zbudził mnie ptasi świergot. Za chwilę byłam już w ogrodzie. „Czerwcowe ogrody są najpiękniejsze” – powiedziała kilka dni temu, odwiedzając nas, Ewa. Dzisiaj, tuż po wschodzie słońca mój wydał mi się właśnie taki, najpiękniejszy, po prostu cudny. Choć wiem, że uwodzi i czaruje nie tylko w czerwcu…

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Niewiele mam ostatnio czasu, by w nim pracować, ale dzięki temu nagle odkryłam urodę chwastów i całego tego badziewia, które przytula się do kwiatów i krzewów jakby chowając się przed nadchodzącą egzekucją, czyli przede mną. Od wiosny te wszystkie badylki coraz bujniej rozkwitają pomiędzy moimi roślinami i jakoś mi to nie przeszkadza. Nawet pokrzywy dziwnie mnie urzekły. Gdyby wsadzić między nie białe kalie, byłaby to zaiste szalona rabata. Spokojnie, bez wyrzutów sumienia, że nic nie robię dopijałam więc swoją poranną kawę  rozpuszczając oczy po moim, wyjątkowo w tym roku, naturalistycznym ogrodzie, który dzisiaj pełen był białych, lilaniebieskich, brudnoróżowych plam rozedrganych porannym światłem. Te plamy to: margarytki, które robią co chcą, to znaczy rosną tam, gdzie im się podoba, wiotkie jak panny na wydaniu wieczorniki damskie napełniające ogród, zwłaszcza wieczorami (to w końcu zgodne z ich nazwą), delikatnym zapachem, niesforne, zupełnie nieuporządkowane kępy gęsiówki białej, astrów alpejskich, kwitnących poziomek, irysów czy wreszcie orlików… Czas spędzony w czerwcowym ogrodzie bywa nieśpieszny, ale za to pełen uroku, pozwala zapomnieć o całym otaczającym świecie, jest czystą kontemplacją harmonijnej natury.

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo    agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo

Czasem jednak z ogrodu trzeba wyjść, choćby po to, by zjechać po zakupy do Międzylesia. W ostatniej chwili, już przy kasie, wzięłam do ręki najnowszy numer Gazety Prowincjonalnej „Brama” – wszak mieszkamy na prowincji, warto więc dowiedzieć się, co na niej słychać. Jakież było moje zdziwienie, gdy po powrocie zajrzałam do środka. Oto, co tam znalazłam:

Agroturystyczne wspomnienia – Janusz Puszczewicz

„SPOTKANIE DZIEWIĄTE

  Kamieńczyk nieopodal Międzylesia, gdzie dla jednych zaczyna się Polska, dla innych kończy. Perełką wioski jest drewniany kościółek, najstarszy w tym regionie. Tuż obok agroturystyka „Siedlisko”. Urokliwe położenie, z okien odsłania swój niepowtarzalny urok Kotlina Kłodzka. Gospodynią jest Pani Magda, która kiedyś rzuciła miasto i przeniosła się w ten zagubiony zakątek. Odremontowali gospodarstwo, stworzyli jedno z najpiękniejszych gospodarstw w tej części. W sali jadalnej piękne ceglane sklepienie. Przytulnie urządzone pokoiki, gdzie śpi się zapominając o całym bożym świecie. Doskonała, urozmaicona domowa kuchnia. Do dyspozycji gości duża biblioteka, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Dom pełen zabytkowych często rzeczy i bibelotów, czujemy w nim jakąś magiczną moc. Miłą atmosferę stwarzają też sami gospodarze, naszym nocnym rozmowom nie było końca. Pani Magda w wolnych chwilach pisze swoje „Kartki z Kotliny” zbiór opowieści związanych z odkrywaniem tego miejsca. Wyjątkowe miejsce, do którego nie sposób nie wrócić. Na marginesie, nasuwa się pytanie. Dlaczego jedni potrafią stworzyć takie miejsce, tak przyjazne gościom. Gdzie każdy z nas czuje się wyśmienicie i do którego chce się wracać. Wiele czyni m.in. dobra kuchnia, dobre warunki pobytu, malownicze miejsce, czy liczne atrakcje. Najważniejsze jest jednak podejście samych gospodarzy i wkładane w to serce. Tak mało, a jednocześnie tak wiele…”

Czytając wspomnienia redaktora portalu ziemiaklodzka.pl pomyślałam, że właśnie o to nam chodziło gdyśmy kilka lat temu otworzyli drzwi naszego domu przed gośćmi. Chcieliśmy by poczuli się u nas jak w domu, ale także my pragnęliśmy wspólnie z nimi czuć się jak w domu. Tak właśnie, nie jak w hotelu, nie pensjonacie czasem wyjątkowo ekskluzywnym, a jednak zimnym, obcym, lecz właśnie jak w prawdziwym domu. Takim gdzie tyka stary zegar, gdzie pies przeciągnie się na kanapie i kot zamruczy, gdzie w ogrodzie jest też miejsce dla dzikiego badylka, gdzie nikt nie goni czasu lecz w nim trwa, smakując każdą chwilę…

Dziękuję  Panie Januszu, za to że poczuł Pan u nas tę magię i zechciał o tym opowiedzieć. W naszym zwariowanym świecie wystarczy dostrzec rzeczy najprostsze i zatrzymać się – wtedy okazuje się, że magia jest na wyciągnięcie ręki, tuż, tuż…

Wieczorem, patrząc na ogród oprószony światłem zachodzącego słońca miałam w uszach ów refren śpiewany przez Elżbietę Adamiak i Adama Nowaka:  „Trwaj chwilo, trwaj jesteś taka piękna… dziś tylko głupcy śpią…”

agroturystyka_siedlisko_kamienczyk_trwaj_chwilo