agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_babie_lato

Wrzesień. Na miedzach jarzębina ugina się pod ciężarem korali. Na trawach poranna siwucha rozedrgana promieniami nisko wschodzącego słońca i mgły unoszące się nad polami.  Ogrodowe cynie i mieczyki, zadziwiająco kolorowe, jawią się jak przybysze z zupełnie innego świata. Ten bowiem jest coraz bardziej monochromatyczny, ochrowo – słomkowy, subtelnie wyciszony, opleciony nicią pajęczyn, powoli zastyga, jakby do snu się szykował. Oto mamy babie lato. Od kiedy tu żyjemy, jest to moja ukochana pora roku. Choć po głębszym namyśle, każdą tak mogłabym nazwać, jako że każdą przeżywam w pejzażu, w otwartej przestrzeni, ograniczonej jedynie konturem Masywu Śnieżnika, który tylko pozornie tworzy jakąś granicę. Wszak za nim, za tym teatralnym górskim wypiętrzeniem, otwiera się kolejna przestrzeń. Wystarczy tylko na szczyt się wdrapać. Być może owo babie lato, a potem jesień i zima dlatego są tak fascynujące, że jest to czas, w którym mogę wejść w przestrzeń Kotliny dosłownie lub w wyobraźni, bowiem nic mnie już nie trzyma we wnętrzu domu lub ogrodu. Turyści podobni kolorowym motylom„odlecieli”, ogród zarósł w lecie i o żadną pracę się nie upomina, mam więc czas, by pobłądzić po Kotlinie, by się nią nasycić lub może lepiej – by po raz kolejny poczuć, że jestem jej fragmentem, elementem pejzażu zatrzymanym w kadrze płótna malarza…

agrokotlina_agroturystyka_kamieńczyk_babie_lato

Całe lato rozmyślałam o czasach, gdy Ziemia Kłodzka była ogrodem sztuki, terenem penetracji Kłodzkiej Grupy Artystycznej, miejscem inspiracji, twórczego niepokoju, krainą uwielbioną, której urodę „zapisali” na płótnie i papierze. Bywa, że mówi się o członkach owej grupy, iż byli Bractwem z Krainy Śnieżnika. Śnieżnik, owa najwyższa Góra Kłodzkiego Hrabstwa, zajmował w twórczości działających tu malarzy miejsce szczególne. Ich pejzaże są swoistą księgą Góry, kolejną kartą odkrywania jej mocy, niezbitym dowodem na to, że Góra bywa przebudzeniem, a także olśnieniem, bowiem to właśnie Ona pośredniczy między niebem, a ziemią, jest znakiem wieczności, swoistym sacrum, ale przede wszystkim bywa zaskakująca, nieprzewidywalna, niepowtarzalna i piękna. Nikt, a zwłaszcza artysta żyjący w cieniu Góry, nie może pozostać wobec niej obojętny, bowiem Góra jest wyzwaniem. Podobnie jak Pustynia, Góra to najlepsze miejsce dojrzewania Ducha, wyłuskiwania go z ciemności milczenia, zarówno Góry jak i Pustyni. Milczenie w konsekwencji prowadzi do sztuki. Milcząca Góra prędzej czy później zostanie „opisana” przez artystę. Kraina Śnieżnika w sposób niezwykły została zapisana pędzlem włóczących się po niej od połowy dziewiętnastego stulecia malarzy…

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_babie_lato

W ciszy babiego lata i nadchodzącej po nim jesieni obcuję z Górą pełniej, a jej cień mam wrażenie, staje się realny, prosto – wychodzi z cienia. W mroku cienia wspomnienie lata nabiera barw. Bywa, że wraca nanizane na nici rozwieszonych na polach i łąkach pajęczyn. Wystarczy zamknąć oczy…

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_malarz_stąd

Jest początek lipca. Upał dyszy nad Międzylesiem. Godzinę temu szliśmy chłodnym, bukowym lasem schodząc z Suchonia, szczytu który niewielu zna, bowiem prowadzi na niego niepozorny, trudny do „odczytania” szlak kopczykowy. Teraz stoimy na moście prowadzącym do międzyleskiej siedziby Althanów, czekając na otwarcie wystawy prac Josepha Andreasa Pausewanga, malarza, o którego istnieniu współcześni Międzylesianie mają blade, lub zgoła żadne pojęcie. Więcej, nie wyobrażali sobie, by w tym maleńkim miasteczku miała kiedyś powstać Letnia Galeria Sztuki. Marek, Beata i jeszcze paru szlachetnych „wariatów” bez pieniędzy doprowadzili do otwarcia owej Galerii, dla której pretekstem stały się twórcze dokonania malarza stąd, swoistego kronikarza życia miasta i okolic, poety śródpolnych kapliczek, kwiatów kładzionych w ceramiczne dzbany, kopuł okolicznych kościołów, wreszcie portrecisty zwykłych ludzi, głównie tkaczy, których „zdejmował” pędzlem w trakcie pracy.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang5       agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang      agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang4

Joseph Andreas urodził się w 1908 roku w pobliskim Boboszowie. Dwa lata później rodzina Pausewangów zamieszkała w Mittelwalde. Tu Joseph ukończył szkołę podstawową, po czym przez półtora roku pracował w firmie transportowej. Rodzice widzieli w nim przyszłego duchownego, dlatego chętnie zgadzali się na spotkania syna z Arturem Heinke, proboszczem parafii w Domaszkowie, ufając że te kontakty zaowocują decyzją o wstąpieniu do seminarium. Tymczasem wielebny wprowadzał młodego Pausewanga w świat sztuki, bowiem bardzo szybko zorientował się, że to właśnie ona jest jego prawdziwym powołaniem. Artur Heinke był nie tylko duchownym, był też malarzem i kolekcjonerem regionalnej sztuki ludowej oraz rzemiosła artystycznego. Malował pejzaże, portrety, martwe natury, a także wykonywał ilustracje do licznych czasopism regionalnych. Interesował się architekturą regionu, a zwłaszcza zabytkami budownictwa wiejskiego. Obrazki starych chałup Kłodczyzny, zdobiące wydany w 1929 roku kalendarz, były jego dziełem. Pozostały też po nim stacje Drogi Krzyżowej w kościele w Domaszkowie. To w jego domu Joseph zrozumiał, co naprawdę chce w życiu robić. Miast czytać i studiować Biblię, rozprawiali o światłocieniu, sposobach mieszania i nakładania farby na płótno, wreszcie razem chodzili po górach, zachwycając się okolicznym pejzażem, rozstawiali sztalugi i malowali.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang17    agrokotlina_agroturystyka_kamieńczyk_pausewang_30    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang18

W ten sposób ksiądz Heinke stał się pierwszym nauczycielem , a zarazem mentorem  młodego Pausewanga, a rodzina pogodziła się z faktem, że Joseph nigdy nie zostanie duchownym. Jak i kiedy młody Pausewang trafił do rodzinnego domu wybitnego malarza monachijskiego, Paula Hoeckera w Długopolu Górnym, tego dokładnie nie wiadomo. Prowadzony wzorowo przez potomków zmarłego w 1910 roku Hoeckera, ów dom był  miejscem szczególnym, swoistą przystanią malarzy śląskich i berlińskich, którzy zjeżdżali tu by dyskutować o sztuce, ale przede wszystkim by malować. To tutaj Joseph spotkał Artura Wasnera, który we Wrocławiu prowadził prywatną szkołę malarstwa. To spotkanie sprawiło, że udał się na studia do Wrocławia. Pobierał nauki u poznanego w Długopolu Wasnera, a także u innych malarzy wrocławskich – Waltera Hartmanna i Maxa Friese. Pod koniec lat dwudziestych był już ukształtowanym artystą. Jego malarskich studiów dopełniła kilkuletnia podróż. Był we Włoszech, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, Bremie, Hamburgu, Nadrenii, Monachium i wreszcie w Berlinie. Podróżując nie tylko malował, ale też bywał w pracowniach znanych malarzy. W Monachium poznał Leo Bambergera, Otto Grassa oraz dominikanina Jozefa Marię Beckerta. W Berlinie bywał w pracowniach Paula Plontke, Friza Webera oraz rzeźbiarza Otto Hizbergera. Wystawiał swoje prace w Berlinie, Dreźnie, Monachium i Bremie. W latach trzydziestych powrócił do Krainy Śnieżnika, bowiem od spotkania z Arturem Heinke największą przyjemność czerpał z malowania rodzimego pejzażu… Tyle życiorys.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang6    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang8    agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang11

W Letniej Galerii Sztuki czarno od ludzi. W tłumie nie potrafię się skupić. Wyszliśmy więc, by wrócić tu po oficjalnej pompie. Minęło kilka dni. Zajrzałam do Galerii. Wystawa skromna, wszak powstała z marzenia. Zaledwie trzy oryginalne prace Pausewanga, reszta to reprodukcje. Te oryginały Marek pożyczył od miejscowych meneli, którzy stali się codziennymi bywalcami Galerii. Zachodzą, by sprawdzić, czy jeszcze wiszą. Czyżby liczyli, że ktoś je ukradnie, a oni dostaną kasę, którą będzie można zamienić na tanie wino…

  pausewang  pausewang1

pausewang2     pausewang3

 Na ścianach pejzaże z wydeptanych okolic Międzylesia, zamek Althanów i przyzamkowy kościół Bożego Ciała, cmentarna Barbara, podcienia domów tkaczy, nieistniejące domy i zaułki. To zaledwie kilkanaście obrazów. Patrząc na nie czuję jak trudno było malarzowi umierać w Lohne, gdzie znalazł się po wojnie. Owa niewielka prezentacja jego dorobku twórczego świadczy o prawdziwym ukochaniu miejsca i pozwala lepiej zrozumieć tęsknotę, która z wielkiego świata przywiodła go z powrotem do Międzylesia, tego maleńkiego miasteczka w cieniu wielkiej Góry. Tu musiał czuć się artystycznie spełniony, bo z owej Góry czerpał moc już jako dziecko. Wychodząc zerknęłam na autoportret artysty, a on puścił do mnie oko. No tak, pomyślałam, wszak jesteśmy starymi znajomymi. Szesnaście lat temu razem „odbudowaliśmy” kościół w Kamieńczyku.

agrokotlina_agroturystyka_kamienczyk_pausewang3

A było to tak…

Ciąg dalszy wkrótce…

Advertisements