Tak mi mówili aniołowie,
Co znają prawdę, skrytą w słowie,
Że tam, gdzie wisząc nad przestrzenią,
Brzegi wieczności się zielenią,
Przedarłszy czasu mdłe osłony,
Wzgórzami tęsknot otoczony,
Zakwita ogród niezbadany,
Zaczarowany, obłąkany –
Zaczarowany skonem zorzy
I obłąkany mgłą bezdroży!

Bolesław Leśmian „Ogród zaklęty”

 agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród      agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród      agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród

Zupełnie nie zauważyłam, kiedy skończył się maj, a potem nadszedł czerwiec, który już za chwilę minie. Po śnieżnej majówce nadeszły ciepłe dni i zdaje się, że wtedy przepadłam w ogrodzie bez pamięci. Zwykle wiosną ogród, każdego dnia bardziej, pochłania mnie, zasysa, rozrasta się we mnie, a ja rosnę w nim, zapominając o całym zewnętrznym świecie, bowiem to on staje się światem –  przestrzenią zapachów, kolorów, ptasiego gadania od świtu do zmierzchu. Owo ogrodowe życie zaczyna się właśnie w maju, a kończy w połowie października. Ale nim nadejdzie, śnię ten mój ogród pośród marznącego deszczu, a nierzadko śniegu, tęsknię do niego  nie mogąc doczekać się dnia, gdy pod domem zostanie ustawiona wystrugana przez Jarka ławka. To od niej zaczyna się teraz każdy dzień. Jeszcze w piżamie siadam tutaj z poranną kawą i mrużę oczy w ostrym słońcu, próbując pozbierać myśli, które przepadły gdzieś w niezapominajkach, inne zabłądziły pod gruszką, jeszcze inne zapatrzyły się w niebieską zieleń host. Niech się wyszaleją, wszak tak krótko ogród jest naszym domem. Już w sierpniu zaczniemy myśleć o zimie i cieple pieca. Te poranki warte są tego, by przeżywać je długo, bowiem życie jest zbyt krótkie, by się spieszyć. Niespiesznie więc smakuję urodę każdej mijającej chwili zapominając o porządkach w domu, o garnkach, praniu, odkurzaczu, komputerze, internecie, a w konsekwencji również o domownikach. Ten stan najlepiej opisać słowami angielskiej poetki Emily Dickinson:

 „Z najbliższym moim Towarzystwem

Ni słowa nie zamieniam –

Rój Gwiazd odwiedza mnie co wieczór

I nie ma za złe milczenia (…)”

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród    agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród    agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród

Istnieje tylko ogród. Wszystkie ścieżki prowadzą mnie do niego, te do świata na zewnątrz gdzieś przepadły. To tu, gdy siedzę w rabatach, w uszach gra mi DAAB „…w moim ogrodzie gdzie czas leniwy…”, a potem gdzieś z najdalszych warstw pamięci przychodzą do mnie fragmenty wierszy poświęconych ogrodom, jakieś frazy z Buviera o odpowiedzialności ogrodnika za swe dzieło, różne ogrodowe motta jak choćby to, że „muszę poznać dwie lub trzy gąsienice, jeśli chcę zawrzeć znajomość z motylem.”. Subtelność  Antoine’a de Saint-Exupéry’ego – urzekająca. Rozmyślam też o ogrodnikach, zwłaszcza o tych, których wyobraźnia, talent i upór zaowocowały dziełami podziwianymi do dziś. Do takich należy wojsławicki ogród Fritza von Oheimba założony w 1880 roku oraz ogrodowe dzieła Gertrudy Jekyll… Czy kiedyś, gdy będę jedynie wspomnieniem, mój ogród będzie trwał, a co ważniejsze czy będzie inspirował… Tego nie wiem. Dzisiaj najważniejszy jest czas, który mogę w nim spędzić.  „Przemeblowując” go i każdego dnia tworząc od nowa, wymyślam mu kolejne „pokoje” bez granic. Podstawowa trudność pracy w ogrodzie pośród gór polega na tym, że jest on fragmentem naturalnego krajobrazu. Trzeba więc wiele taktu, subtelności i uwagi, by owego krajobrazu nie zepsuć, trzeba też wyobraźni, by uczynić z niego integralny fragment pejzażu. Bywa to trudne, nieraz bardzo trudne ale też ogromnie pasjonujące…Taka praca na całe życie, a i tak nie wiadomo czy u jego kresu dzieło będzie skończone. Wszak w ogrodach Gertrudy Jeckyll i Friza von Oheimba do dzisiaj pracują ogrodnicy… 

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogródagrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogródagrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród

Któregoś dnia, plewiąc między krzewami derenia białego, ujrzałam cień Gertrudy… Ciekawe cóżby powiedziała patrząc na moją hostową rabatę, założoną na zawalonej dawno, w czasie, gdy nawet nie śniliśmy o Kamieńczyku, piwnicy, albo na irysowo-paprociowe wnętrze starej ruiny, porośnięte bluszczem hedera i hortensją pnącą. Fascynaci sztuki ogrodowej mówiąc o Gertrudzie, używają przydomka „Wielka”. Jakże bym chciała, by mój ogród choć we fragmencie  przypominał jej ogrodowe dzieła. Od kiedy ujrzałam akwarele Gertrudy, jej rabaty śnią mi się nocami.

akwarela_gertrurda_jeckyl    akwarela_gertrurda_jeckyl    akwarela_gertrurda_jeckyl

Wydaje się, że była kobietą spełnioną. Malarka, projektantka ogrodów i pisarka dzieciństwo spędziła w wiejskim domu w Surrey, 30 mil od Londynu, który otoczony był prawdziwie angielskim, wiejskim ogrodem. To w nim, jeszcze jako mała dziewczynka, zaczęła malować i to on był jej pierwszym uniwersytetem. Wyobrazić sobie można, że taki ogród położony wśród jezior i lasów, był dla wrażliwego dziecka prawdziwym Rajem, wyspą pełną cudownych roślin, bajkową przestrzenią do odkrywania, światem samym w sobie. Prawdopodobnie był takim ogrodem, w którym płynne są granice pomiędzy tym, co stworzyła  natura, a tym co już było sztuką. Mieszała się w nim wyobraźnia z  doskonałością naturalnej formy, której kształt owa wyobraźnia dopełniała. Wyposażony był też pewnie w owe niezbędne angielskim ogrodom rekwizyty, a więc fragmenty kamiennych murów, stare drzewa o fantazyjnych sylwetach, przerośnięte mchem ceglane i kamienne nawierzchnie czy wreszcie detale ogrodowe: omszałe ławki, zagadkowe studnie, kamienne rzeźby. Gertruda dorastając w nim musiała poczuć, że jej powołaniem jest sztuka, w szczególności sztuka zakładania ogrodów. Jako osiemnastoletnia dziewczyna rozpoczęła naukę w Sir Henry Cole’s South Kensington Art School w Londynie. To tam uczyła się malarstwa i rysunku, ale też studiowała anatomię, botanikę, optykę, a także naukę o kolorach. Zafascynowana była teorią estetyzmu Johna Ruskina i malarstwem Josepha Turnera, a zwłaszcza jego sposobem operowania kolorem. W towarzystwie brata odwiedzała londyńskie wystawy i bywała na koncertach. Wszechstronne wykształcenie sprawiło, że ta ambitna i niezwykle utalentowana kobieta stała się w pełni niezależna i rozkwitła, czarując kolorami jak prawdziwa angielska róża. Jej pasją stały się ogrody. Była bodaj pierwszą kobietą, która zajęła się zawodowo ich projektowaniem. Zanim jednak to się stało odbyła podróż na Bliski Wschód, do Algierii oraz Europy. Tam w pełni ukształtowały się jej poglądy artystyczne. Będąc w Europie szkicowała, rysowała, zbierała rośliny zakładając im zielniki i fotografowała wszystko, co dane jej było widzieć – od roślin począwszy, poprzez ogrody, sceny z codziennego życia, bawiące się dzieci i zwierzęta, a potem sama wywoływała swoje zdjęcia w ciemni. Ciągle też malowała. Jednak pogarszający się wzrok sprawił, że porzuciła myśl o poświęceniu się malarstwu, które do końca życia pozostało jej największą pasją. Po powrocie do Anglii skupiła się na projektowaniu wnętrz i ogrodów. Po śmierci ojca wróciła do zapamiętanego z dzieciństwa Surrey. To tu stała się prawdziwym ogrodnikiem – artystą, kiedy uświadomiła sobie, że chce projektować domy i ogrody w stylu  i na zasadach Arts & Crafts, w myśl którego między domem, a otoczeniem powinny panować pozytywne relacje. Styl ten był krytyką rewolucji przemysłowej i wzornictwa związanego z masową produkcją. Zalecał prostotę i sielskie krajobrazy, bowiem tylko tak człowiek może powrócić do natury. Ciekawe, że to Gertruda projektując ogrodowe wnętrza, stworzyła teoretyczne podstawy Arts & Crafts, choć formalnie jego twórcami byli John Ruskin i William Morris. Według niej, właśnie swojski angielski krajobraz razem z prostą, a jednocześnie funkcjonalną architekturą i ogrodami pełnymi kwiatów, miał uczynić człowieka szczęśliwym. Kochała lawendę, malwy, ostróżki, róże i wszelkie pnącza porastające nietynkowane, ceglane ściany. Uważała, że rośliny należy sprowadzać do ogrodu dopiero po gruntownym poznaniu ich pod względem upodobań, wymagań, charakteru, formy, ulistnienia i koloru. Jednocześnie twierdziła, że należy się kierować dużą swobodą w nasadzeniach, by uzyskać jak najlepszy efekt malowniczej naturalności. „Ogród powinien ukazywać nieoczekiwane widoki i niespodzianki” powtarzała za Williamem Robinsonem, cytując wydany w 1870 roku jego „Dziki ogród”. Wszak przez wiele lat przyjaźniła się z Robinsonem, a efektem tej przyjaźni były napisane wspólnie „Angielskie ogrody kwietne”, opublikowane w 1883 r. Sama pisała: „Malowniczy, stary dom powinien być otoczony kolorami”. Kolor warunkował jej myślenie o ogrodzie, może bardziej niż forma. Łączyła barwy, tak że nie sposób przejść obojętnie obok projektowanych przez nią nasadzeń. Jej rabaty migocą, świecą, grają wymieszanymi kolorami niczym impresjonistyczne płótna. Zestawiała fiolety z odcieniami różu, zimne żółcie z beżami i błękitami, szukając harmonii, nigdy kontrastu czy przeciwieństw. Będąc artystką, była też prawdziwym ogrodnikiem. Przy swoim domu założyła szkółkę roślin ozdobnych. Hodowała tam zwłaszcza róże oraz ukochane pierwiosnki. Zaprojektowała ponad 400 ogrodów, w Wielkiej Brytanii, Europie i Ameryce. Kiedy skończyła pięćdziesiąt pięć lat napisała trzynaście książek o ogrodach oraz tysiąc artykułów. Jej życie dobiegło kresu w ogrodzie. Ostatnie lata, siedząc na wózku, spędziła wpatrując się w swój ukochany prymulowy ogród. Pochowano ją na cmentarzu przy kościele św. Jana w Bushridge. Ceremonię pogrzebową prowadził jeden z jej ogrodników. Na nagrobku Gertrudy wykuto napis: GERTRUDE JEKYLL – ARTYSTKA – OGRODNIK – RZEMIEŚLNIK.

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród    agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród    agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród

Gertruda, w zasadzie jej cień na moim trawniku, to efekt prawie dwumiesięcznego przesiadywania w ogrodzie. To projekcja myśli, ciągle buszujących po moich rabatach. Kiedy skończę planowane na ten sezon porządki, sprowadzę Gertrudę do ogrodu. Zamówię i posadzę angielską różę „Gertruda Jeckyll”. Tak nazwał wyhodowany przez siebie krzew Dawid Austin. Jest to roślina dorastająca do półtora metra wysokości, o kwiatach dużych, ćwierćrozetowych, silnie pachnących, które tworzą harmonijne połączenie z szarozielonymi, przypominającymi róże damasceńskie, liśćmi jakimi okryty jest krzew tej róży. Wykorzystywane są one do produkcji perfum ze względu na wysoką zawartość olejków eterycznych. „Gertruda Jeckyll” powtarza kwitnienie i należy do róż o najintensywniejszym i najdoskonalszym zapachu. W ten sposób Gertruda zamieszka w moim ogrodzie i zapewne będzie królową moich róż… A na hostowych rabatach posadzę hostę „Emily Dickinson”  Emily to moja ukochana poetka, o której nie należy pisać, ją trzeba tylko czytać… Czasem można szepnąć za nią, gdy dzień się kończy i trzeba wrócić z ogrodu:

„Przeczucie jest tym długim Cieniem – na Trawniku

Znakiem – że Słońca zachodzą i nikną –

Powiadomieniem zaskoczonej Trawy

O tym – że wkrótce Mrok się jej przytrafi”

Dobrze, że mam tej wiosny tak wiele czasu na ogród. Dom rzadko odwiedzają turyści bawiąc u nas chwilę ledwie. Nim zdążę się przyzwyczaić, że są, znikają jak cienie. Od kiedy mieszkam na wsi, nie mogę zrozumieć czemu tak powszechne jest przekonanie, że odpoczywać trzeba w lipcu i sierpniu…Gdybym była turystką, pewnie odpoczywałabym na wiosnę i jesienią, bo wtedy ogrody ale także i góry są najpiękniejsze.

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród     agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród     agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_w_kamieńczyku_ogród

Parę dni temu zadzwonił do mnie zaprzyjaźniony bywalec naszej agroturystyki chcący spędzić u nas kilka dni. Kończąc rozmowę zapytał o to, jak teraz jest w Kamieńczyku. Bez zastanowienia odpowiedziałam : „Jak w Raju..”, choć przecież nie wiem jak tam jest… Jednak zdaje mi się, że majowo-czerwcowy ogród z widokiem na Masyw Śnieżnika, sprawiający wrażenie zawieszenia w wieczności zielonej przestrzeni, ogród niezbadany, zatrzymany w czasie, obłąkany, zaczarowany światłem wschodzącego słońca, że ten ogród, w którym pracuję od świtu do nocy, jest Edenem…  A moi Goście odjeżdżając powiedzieli, że miałam rację… Dlatego tak bardzo żal wyjeżdżać z tego Raju…

Siedlisko, maj – czerwiec 2011r.

Reklamy