„Jesteśmy Bogom tym bliżsi, im mniej mamy potrzeb”.

Diogenes z Synopy

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_wielkopostny_pejzaż agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_wielkopostny_pejzaż1

Popielec wyznaczył granice zimy. Jeszcze przez parę dni Kamieńczyk wyglądał jak obsypany cukrem pudrem, jeszcze śniliśmy o zimie, ale okazało się, że ona naprawdę odeszła. Nie pozostało nic innego jak wtopić się w ascetyczny krajobraz, w owe łąki pokryte zmiętą trawą w kolorze brudnej słomy, w poranne szarości nieba, w ochrowe góry, na tle których ogromne, samotne, pozbawione liści lipy, jawory czy jesiony przypominają czarną, przedwojenną wycinankę. Pozornie ten pozimowy świat pozbawiony jest kolorów, jednak jeden promień słońca potrafi wydobyć delikatne przejścia tonalne w owej palecie barw ziemi. Kiedyś, gdy tylko marzyłam o życiu w górach, ruszaliśmy w nie najchętniej właśnie w czasie przedwiośnia. Ścieżki i szlaki są wtedy puste i nic nie zakłóca wszechpanującej ciszy. Na plecach czuje się oddech marcowego, niskiego słońca, które nie pali, a przyjemnie grzeje. Krajobraz pozbawiony liści jest linearny i „czytać” go można jak doskonałą grafikę, odkrywając bogactwo następujących po sobie planów lub szczegółów, sposród których szczególnie zapada w pamięć to wszystko, co jest zwiastunem nadchodzącej wiosny i co się z reguł owej ascetycznej rzeczywistości wymyka. Jak choćby olśniewająco biała śnieżyca wiosenna ((Leucojum vernum), czy cudnie obsypany lilaróżowymi kwiatami wawrzynek wilczełyko ((Daphne mezereum).

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_wielkopostny_pejzaż6 agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_wielkopostny_pejzaż8

Wędrówka takim wyposzczonym pejzażem, nie wiedzieć kiedy staje się wędrowaniem w głąb siebie, bowiem przyroda nie skupia wzroku, nie krzyczy kolorami i nie rozprasza uwagi. Całą ją możesz więc skoncentrować na sobie.Któregoś dnia, na mojej codziennej ścieżce zrozumiałam ideę postu. Nie tę biblijną, ale tę która wynika z następstwa pór roku, z próby wtopienia się w pejzaż tak, by stać się jednym z jego elementów czy wreszcie z potrzeby życia wyznaczanego naturalnym rytmem. Jakież to proste – pomyślałam. Po tłustej zimie, obfitej w zapasy zrobione jesienią, musi przyjść głodny przednówek. Jednak co innego myśleć, wiedzieć, a zupełnie co innego spróbować tak żyć.

W moim rodzinnym domu prababka Matylda przynosiła na ten okres postne garnki z piwnicy, a „tłuste” chowała i zapominała o nich aż do Wielkanocy. Od Popielca do Wielkiej Soboty jadało się dwa posiłki: tuż po wschodzie słońca – śniadanie i tuż po zachodzie – ciepłą kolację. Z jadłospisu znikały wszelkie mięsiwa, białe pieczywo, ziemniaki, słodycze oraz jakiekolwiek alkohole. Nawet ryba pojawiała się na stole zwykle raz w tygodniu. W kuchni prababki Matyldy w okresie Wielkiego Postu królowały kasze, przeróżnej maści płatki, ciemny chleb, chude sery, kiszona kapusta ale i ta słodka: biała oraz modra, kiszone grzyby, ogórki, wreszcie  cebula, czosnek oraz suszone owoce, pestki i miód. Biesiadowanie przy uginającym się od potraw stole odchodziło w zapomnienie. Pory posiłków też miały swoje znaczenie. Zasiadanie do postnego stołu przy niskim świetle słońca sprawiało, że te proste posiłki były mniej ważne i nie na nich skupiało się codzienne, domowe życie. Podczas postu wszystko koncentruje się w głowie, a nie w żołądku. Stąd pewnie wieki temu mądrzy starcy udawali się na pustynię, by pościć, a czas ten był dla nich najbardziej twórczy. Konsumpcyjna kultura oraz pędzący czas sprawiają, że boimy się głodu, bo dużo łatwiej zajeść problemy, niż je rozwiązywać.

Drugi tydzień oswajam głód, codziennie hoduję go czując, że na przednówku jest on czymś zupełnie naturalnym, pozwalającym głębiej wejść w istotę owej przemiany jaką jest kolejne budzenie się świata do życia…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_wielkopostne_jadło

W tym czasie przyjazd joginów, których już wkrótce spodziewamy się w Siedlisku, wydaje się być naturalnym dopełnieniem owej postnej ścieżki…

Reklamy