agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_masyw_śnieżnika

Zima przyszła do nas pod koniec listopada. Dzień wcześniej sadziłam zadołowane róże wykopane w noworudzkim ogrodzie, a rano świat obudził się śniegiem otulony. Sypało tydzień i nasypało pół metra białego puchu. Obserwując jak pada pomyślałam, że bywały w Kamieńczyku takie zimy, kiedy jedyny kontakt ze światem zapewniały własne nogi. Jednej nocy nasze wzgórze i cała wieś znikały pod śniegiem i wiadomo było, że nikt do nas nie dojedzie, ani my ze wzgórza nie zjedziemy, chyba że na worku siana, a i tak wrócić trzeba na piechotę. W ów zimowy czas liczyły się dwie rzeczy: zgromadzone w stodole drewno na opał i wyprawa do sklepu po chleb. Teraz myślę, że gdyby nie te wyprawy po chleb dwa razy w tygodniu, mogłabym zapomnieć, a co groźniejsze uwierzyć, że żadnego świata, poza naszym wzgórzem, nie ma. Wiosną zdębiałabym ze zdziwienia, gdyby ów świat, o którym zapomniałam długą zimą, nagle wtargnął do samego wnętrza naszej samotności. Więc może dobrze, że trzeba chodzić do sklepu.

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_droga
W sklepie króluje pani Luiza. Dzięki kilku miejscowym miłośnikom taniego wina, jej sklep wiąże koniec z końcem. Niestety z takich, co po chleb przychodzą pewnie by się nie utrzymała. Do sklepu wszyscy chodzą drogą. Ja chodzę „na szagę” – jak mawia Mareczek, czyli górą albo granią, tak czy owak, chodzę osobno. Chodzenie na szagę ma swoje zalety, po pierwsze idę sama, a wiatr niemożliwie targa wszystkie myśli, tak że trzeba się mocno wysilić, by ich nie pogubić, po drugie samotne granią wędrowanie sprawia, że drogę, po której wszyscy chodzą widzę z góry, dzięki czemu nabieram do niej koniecznego dystansu. Czasem mam wrażenie, że z owej grani nie tylko naszą drogę, ale i całą gminę widzę jakby bardziej przeźroczyście. Gmina to Polska w pigułce, to świat, który najczęściej rozczarowuje, gdy mu się bliżej przyjrzeć, więc może lepiej pominąć go milczeniem…
Osobna droga sprawia, że istotna staje się cisza, jej barwy, jej dźwięki, jej zapach, w końcu jej czas onirycznie nabrzmiały, czas który sprawia, że jesteś, że żyjesz bez konieczności zabiegania o cokolwiek. Można się w owej ciszy zapomnieć, zagubić, a można też po prostu trwać bez specjalnej przyczyny, kontemplując samą istotę trwania…
Zimą życie na tym końcu drogi i świata, w niezbyt wysokich górach, nabiera zupełnie innego wymiaru. Przychodzą tu do mnie słowa dawno zapomniane, które w mieście przestały znaczyć, przybywają ptaki, które na wiosnę odlecą, by następną zimą pojawić się na nowo, przychodzą myśli jak ptaki, które nie odlecą… jak odlatywały w mieście.
Zima to czas rozmyślania i opowiadania historii, bowiem szybko zapadający zmrok sprawia, że czas dopełnia się w opowieści lub, że opowieść tworzy czas…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_szadź
Od początku grudnia ze szczególną niecierpliwością wypatrujemy czasu świętego, jako że zimowe profanum bywa męczące. W Kamieńczyku, mam wrażenie, czas oczekiwana Świąt jest prawdziwie świąteczny. Szczególnie odczuwa się owo czekające nas wkrótce sacrum patrząc na muśnięte śniegiem górskie szczyty, wyszeptane szadzią drzewa, słuchając rozmowy starych świerków z duchami snującymi się po tutejszym poniemieckim cmentarzu, wchodząc w chłód i ciemność drewnianego kościoła, który zaledwie raz w tygodniu grzeje się ciepłem modlitewnego oddechu. Cała wieś zastyga w czasie i przestrzeni oczekując Jego przyjścia, choć każdy na swój sposób, inaczej Maleńkiego wypatruje…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_zmroziło
Panowie spod sklepu zastygli odpowiednio wcześnie, rozpuścili w tanim winie owo czekanie, by się im zbytnio nie dłużyło. Pewnej środy, na trzy tygodnie przed Bożym Narodzeniem, Mareczek i mnie zapraszał, a skoro nie chciałam z nimi oczekiwać to przynajmniej dwa złote musiałam „pożyczyć”.
-Ty zawsze inaczej niż my chodzisz… Ale Twoje zdrowie wypijemy – powiedział odbierając monetę.
-Dziękuję… ja za psami Marek chodzę, dlatego inaczej…
Moje psy zamachały ogonami i ruszyłam za nimi w górę słysząc, jak Marek pokrzykuje zwołując swoich kompanów na kolejną odsłonę oczekiwania. Machnięcie psich ogonów pewnie przeznaczone było dla Marka, moje psy miały na sumieniu jego niedawno planowany obiad.
A było to tak. Marek, jak co dzień, wracał do siebie chwiejnym krokiem, lecz zupełnie inaczej niż co dzień, niósł ze sobą trzy kilogramy wołowych flaków, które miał zamiar gotować nazajutrz. Flaki rzucił w śnieg, bo lodówkę dawno temu zamienił na wino. Rano o flakach zapomniał, a wieczorem ledwo do domu doszedł. Następnego dnia, schodząc z góry, dojrzałam rozrzucone w śniegu resztki wołowego ścierwa. Moje psy cały poprzedni dzień spędziły na markowym obejściu. Ich miski pozostały tego dnia nietknięte.
-Zakolegowali się z mną dranie, moje flaki zeżarli – usłyszałam następnego dnia pod sklepem…
Kolejna moneta sprawiła, że Marek psom wybaczył i powrócił do swojej kompani, by rozpuścić nowy dzień oczekiwania, tym razem, w owocowej nalewce.
Mimo to, całą powrotną drogę było mi głupio, aż w końcu pomyślałam, że najbardziej mi żal tego, iż nie widziałam miny Marka, gdy flaków pod śniegiem szukał oraz psich pysków, gdy te flaki odkryły…
W takiej aurze minie miejscowym sponsorom sklepu czas do Wigilii.

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_dom_babci B
Jakże inaczej wyczekują Świąt najstarsi mieszkańcy Kamieńczyka. Ot, choćby babcia Bardzińska. Ona już dawno przygotowała się do długiej zimy i świątecznych spotkań z najbliższymi. Odkąd posunęła się w latach, zimą nie wychodzi. Więc jak wiewiórka, jesienią gromadzi zapasy. Układa bochny chleba w zamrażarce, składa jajka w kredensie, trochę mąki, cukru i koniecznie amoniak. Babcia piecze najsłynniejsze w okolicy amoniaczki, by każdego, kto do niej zajdzie herbatą i ciasteczkami poczęstować. Owe babcine zapasy kończą się nanoszeniem wody, tak by na jakiś czas starczyło. Potem zamyka drzwi i jeśli ktoś chce ją odwiedzić musi z łopatą przyjść, śnieg odkopać, by się do babci dostać. Zanim w Wilię zajrzą tu kolędnicy, by radosną nowinę obwieścić, babcia z okna wypatruje, kiedy ów czas magiczny nadejdzie. Dla niej ma on wymiar spotkania z tymi, do których całą zimę tęskni. I jak mawia, być może to będzie ostatnie takie świętowanie…
– Bo kto wie, co mi Pan Bócek szykuje, wszak już dziewięćdziesiąt wiosen minęło, może czas się zbierać. Masz pani, wszystkie sąsiadki już poszły na tamtą stronę, może i na mnie pora.
W trzecią niedzielę adwentu ksiądz Krzysztof za babcię mszę odprawił w jej dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin. Kończąc zwrócił się do rodziny z prośbą o przekazanie jubilatce życzeń:
-Trudno solenizantce kończącej dziewięćdziesiąt lat życzyć sto lat!.. Ale podobno teraz jest taki obyczaj, by życzyć „sto lat plus VAT”…
Wierni huknęli śmiechem, a ja zastanawiam się jakżesz ten VAT ksiądz liczy. Wszak do końca roku obowiązuje nas stawka 22%, a po Nowym Roku już o jeden procent wyższa…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_grób_Emmy_Hoffmann
Lubię w tych dniach zaglądać na nasz cmentarz. Zwłaszcza do mojej sąsiadki Emmy, której życie jest jedną wielką zagadką, bowiem nie ocalało w żadnej opowieści. Zmarła 5 grudnia, 79 lat temu. 6 grudnia przyszłam jej powiedzieć, że Towarzystwo Górskie Róża Kłodzka w jej rodzinnym Czerwonym Strumieniu wykona ścieżkę historyczno-przyrodniczą, dedykowaną tym byłym i tym obecnym mieszkańcom Ziemi Kłodzkiej… Taki mikołajowy prezent, Emmo…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_pod_śniegiem
Ostatni tydzień oczekiwania to zapachy. W całym Kamieńczyku snują się dymy rozpalonych wędzarni, pachnie mięsiwem od dwóch tygodni peklowanym w glinianych garnkach. W wiejskich kuchniach roznosi się zapach suszonych grzybów i kapusty, kiszonego na piecu barszczu oraz drożdży rosnących w cieście na makowce…Zapachy mieszają się, drażnią, pobudzają zmysły. Cały Kamieńczyk już wie, że idą Święta…
Nie ma w naszej wsi kolorowych światełek, świątecznych straganów świecących bombkami i łańcuchami, nie ma innych, tak bardzo czytelnych znaków zbliżających się Świąt. Jednak patrząc w ciemności na migocące w oddali światła, pochodzące z rozrzuconych w Masywie Śnieżnika domów, czy siedząc w naszej kuchni, w której od kilku dni pachnie pieczonymi pierniczkami, wiem że ów święty czas już za chwilę będzie miał swój realny wymiar. W tak wielkim domu, stojącym samotnie na wzgórzu, szczególnie w czasie Świąt, czujemy, że jesteśmy razem. Razem z każdym, kto stanie w jego progu…

agrokotlina_agroturystyka_siedlisko_ida święta

Advertisements