agrokotlina_siedlisko w kamieńczyku_antonówki

Obierając antonówkę z nagodzickiego sadu, która dzisiaj jest jabłkiem zapomnianym i niechętnie sadzonym, bowiem ustępuje urodą wielkim, nasyconym kolorem nowym odmianom, rozmyślam o roli przypadku w życiu. Gdyby nie nasze wakacje w Czechach szesnaście lat temu, nigdy nie trafiłabym do domu w Kamieńczyku, a wtedy nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by w jesienne wieczory układać antonówkę w słojach na jabłecznik lub przyrządzić z niej konfiturę z Podlasia według przepisu Ewy. Bo ani Ewy bym nie znała, ani antonówki nie mogłabym kupić. Żyłabym w mieście nie wiedząc czym jest radość z przeżywania rzeczy najprostszych. Tu, w naszej górskiej wsi nawet monotonia ma swój głęboki sens. Jako że monotonia to powtarzalność, a powtarzalność tworzy swoisty krąg czasu świętego, od trzech lat powtarzam te same czynności, które wyznaczają pory roku. Jesień, ta cudna Pani, która zawitała do nas chwilę temu sprzyja zapasom, temu zamykaniu w słojach smaków lata, by w długie zimowe wieczory przywołać je w jakże innej barwie, formie, nastroju wreszcie innej także aurze. W owych słojach nie tylko owoce czy warzywa drzemią, w nich zamykam wspomnienia wakacyjnych długich dni, nasyconych słońcem, ale także wypełnionych naszą pracą.  Jak przyjemnie  do wnętrza takiego słoja zajrzeć, gdy nadchodzi czas bardzo spowolnionego życia w bieli, która tak naprawdę ma tysiące barw, o czym dowiedziałam się dopiero, gdy zamieszkałam w Kamieńczyku.

agrokotlina_SIEDLISKO W KAMIEŃCZYKU_PIWNICZKA

Szykujemy przetwory lub, jak mawiają Poznaniacy,  zaprawy, by zimę przeżyć. Zaprawiamy co się da: żółtą od słońca dynię, płonąca czerwienią paprykę,  zzieleniałe ze zdziwienia ogórki, śliwki, których omszały fiolet zamienia się w głęboką, ciepłą, wręcz w burgund przechodzącą czerwień powideł, wreszcie aksamitne po przyniesieniu z lasu łebki podgrzybków, które w słoju nabierają szlachetnej, brunatnej barwy. Z  przyjemnością myślę o deptaniu kapusty w beczce bosymi stopami na koniec października. Wszak już Reymont pisał o święcie kiszenia kapusty przed Dniem Zadusznym. Takie święto i nas, jak co roku, czeka. Lecz póki ono nadejdzie jeszcze będziemy rozpuszczać oczy po jesiennym pejzażu, korzystając z tego, że mamy wiele czasu dla siebie, bowiem w domu coraz mniej turystów, a ci którzy są, wykorzystują każdą chwilę na jesienną górami włóczęgę.

agrokotlina_siedlisko w kamieńczyku_złoto AGROKOTLINA_SIEDLISKO W KAMIEŃCZYKU_Z GOWOROWA agrokotlina_siedlisko w kamieńczyku_jesienna kotlina

Myślę, że dobrze wiedzą dlaczego przyjechali do nas jesienią. Wszak ona ma w sobie owe barwy, nostalgię i nastroje, których latem w górach nie znajdziesz. Widać melancholia jesiennych dni potrafi nie tylko nas zaczarować. A w słotę słuchamy śpiewu deszczu za oknem i gadania kuchennego pieca,  któremu wtórują trzaskające w kominku polana. Nasze koty grzejąc się w cieple mruczą jesienne kołysanki…

agrokotlina_siedlisko w kamienczyku_koty

Dlatego obieranie antonówki i przeżywanie tego czasu jest samą przyjemnością…

agrokotlina_siedlisko w kamieńczyku)_jesienne jabłko

Advertisements