„W moim magicznym domu

W dziurawym bucie mieszka mysz. .

Nieźle go nawet urządziła. ,

Nigdy nie mówię jej a kysz!

I ona też jest dla mnie miła. ,

Bywa, że wpadnie po sąsiedzku

pożyczyć chleba albo sera,

albo pogadać o czymkolwiek,

kiedy samotność nam doskwiera.”

Magda Czapińska „W moim magicznym domu”

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_nasze zwierzakiJuż późno. Wstawiłam placek z rabarbarem do pieca, bowiem jutro zbiera się u nas Zarząd Towarzystwa Górskiego „Róża Kłodzka” na naradę wojenną w sprawie czeskich elektrowni wiatrowych. Czekając aż się upiecze rozmyślałam o wiośnie, której w tym roku tak nam brakowało. Maj był mokry, chłodny wręcz depresyjny. Rośliny zdrętwiałe z zimna nie kwitły bujnie jak co roku, lecz nieśmiało wypuszczały płatki, by za moment je zgubić. Momentami padało tak, że z niepokojem patrzyliśmy w stalowe niebo, zwłaszcza gdy tu, na koniec świata, docierały przerażające informacje o powodzi. Tym razem Kotlinie się udało. Byliśmy jak wyspa na morzu wody zalewającej południową Polskę. Po miesiącu ciągłego deszczu ludzie tutejsi zaczęli dziwy opowiadać.  Zwłaszcza, że wcześniej wulkan na Islandii wybuchł i dymił. Nic tylko zbliża się koniec świata – rozprawiali. W ich rozmowach często pojawiał się Filipek, nieżyjący wizjoner ze Starego Waliszowa, który gdy w oczy człeka spojrzał od razu wiedział, co mu dolega, a i na znakach z samiuśkiego nieba pochodzących znał się jak mało kto. On włócząc się wśród pól Kotliny, depcząc jej kręte ścieżki, chodził od wsi do wsi, gdzie napotkanym ludziom w chorobach pomagał, a często też prawił jak to woda zaleje wszystko i tylko Ziemia Kłodzka ocaleje, by dać nowy początek. Teraz wielu wspominało filipkowe bajanie, a ja chodząc do sklepu słuchałam o potopie i towarzyszących mu kataklizmach. Tak się już oswoiłam z owym świata końcem, że kiedy mokra od deszczu pani Krystyna pojawiła się w naszej kuchni z  zapasem jajek i wzdychając powiedziała: „Co to się dzieje, potop jakiś czy inne licho…?” spokojnie odpowiedziałam „Proszę się nie martwić, to tylko świat się kończy…” A ona aż się żachnęła „nic się nie kończy… Pani Magda głupot w sklepie się nasłuchała!  Po prostu mamy maj pod psem.” Słysząc to moje psy przeciągnęły się leniwe na kanapie…

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_setery agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zdzisław agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Lolka i Set

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Nikita i Babija

Być może owa pogoda to dobry pretekst, by o naszych zwierzętach napisać, miast zajmować się wróżeniem z kropli deszczu, jak z herbacianych fusów. Zwierzaki żyją tu z nami zupełnie obojętne na znaki przyrody. Dla nich najważniejszy jest spacer, wszystko jedno czy pada czy wieje, czy zimno, czy ciepło, pełna miska po owym spacerze oraz świadomość, że są kochane. Czują się tak dobrze, że czasami nie wiemy, kto tak naprawdę rządzi w naszym domu , bowiem bywa że w kuchni dwa krzesła okupują koty, na trzecim leży Zdzisław, setery na kanapie, a my chcąc usiąść musimy szukać sobie miejsca gdzie indziej.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_nasze zwierzaki

Kiedy bywaliśmy w Kamieńczyku jedynie podczas weekendów oraz wakacji przyjeżdżał z nami seter szkocki Gordon wywodzący się z węgierskiej linii, który rodowodowo zwał się Stilgar Archibald Kaladan. My, odkąd z nami zamieszkał nazywaliśmy go Brok. Towarzyszyła mu koteczka, nasza dachowa piękność Nikita. Te dwa zwierzaki żyły sobie spokojnie w pełnej symbiozie, póki Brok nie wybrał się na festyn z okazji św. Jana, który odbywa się w Kamieńczyku co roku, na łące obok kościoła.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zdzisław agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zdzisław w pokoju naszych Gości agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zdzisław i Nikita

Z tego festynu wrócił w towarzystwie Zdzicha, prawdziwej bidy z nędzą, który przypominał foksteriera gładkowłosego. Był psem sąsiadów, ale jakoś dziwnie upodobał sobie nasz dom i gdy tylko zjeżdżaliśmy do Kamieńczyka natychmiast pojawiał się w naszej kuchni. Jeśli przyjeżdżaliśmy późną nocą Brok wybiegał z auta i pędził w stronę dusiowej stajni, by zabrać z niej Zdzicha, który zmęczony czekaniem na nas przez cały piątek wracał do swoich krów myśląc, że tym razem nie przyjedziemy. Trwało to prawie rok. W międzyczasie pojawił się weterynarz, by zaszczepić wiejskie psy przeciw wściekliźnie. Zapytał Dusiów o Zdzicha, powiedzieli, że w weekendy mieszka u Pospiechów. „Mocno bym się nad sobą zastanowił, gdyby mój pies tak się zachowywał” – powiedział i przyjechał do nas. Wypisując świadectwo szczepienia zapytał : „To jakie wpiszemy nazwisko?” „Proszę wpisać Zdzisław Duś – Pośpiech .”- niespodziewanie odezwał się Jarek. I tak Zdzichu już w połowie był nasz, bo patrząc na niego i Broka wiedzieliśmy, że łączy ich przyjaźń jaka w ludzkim życiu się nie zdarza. Kiedy zamieszkaliśmy w Kamieńczyku na stałe Zdzisław nikogo nie pytając o zdanie wprowadził się jak do siebie, a w jego smutnych oczach coraz częściej pojawiała się maleńka iskra radości. Ciągle jednak nie był pewny, czy któregoś dnia nie wyjedziemy, a on znowu będzie musiał szukać ciepła tuląc się do krów i cielaków. Ten cień niepewności jest w nim do dzisiaj, choć mieszka z nami już trzy lata i trudno byłoby nam sobie wyobrazić dom bez Zdzicha.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Babija

Dwa lata temu pojawiła się w  domu Babija, szarobiała koteczka, którą przyniosła nasza córka Gosia. Długo nie miała imienia, aż przyjechała do nas malutka Milenka i widząc jak niewielka kotka zamierza się łapą na ogromnego Broka, który postanowił zbadać jak też ona pachnie, zawołała „O baba bija”. I tak kotkę nazwaliśmy Babija.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Babija z Milenką

W przeciwieństwie do rozmruczanej i spokojnej Nikity, Babija ma podły charakter i do dzisiaj, gdy jest niezadowolona chyczy, drapie, a także bije łapą każdego, kto jej nadepnie na przysłowiowy odcisk. Nikita woli zniknąć, zaś Babija prowadzi regularne wojny zwłaszcza z Seciem, który jest psem o małym rozumku i ciągle goni swoje własne koty. Set to najmłodszy psi mieszkaniec naszego domu. Przywieźliśmy go z łódzkiej hodowli seterów szkockich dla Gośki – naszej córki, która uparła się, że życie bez psa we Wrocławiu pozbawione jest sensu. Opiekowała się nim dzielnie do pierwszej sesji, przed którą przywiozła go do Kamieńczyka, a po sesji stwierdziła, że tu naprawdę będzie mu lepiej.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Set agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Set i Babija agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Set

Oto więc staliśmy się właścicielami małego gordona, który miał zupełne fiu bździu w głowie i którego rozpierała nieustanna energia. W zasadzie wychował go Brok, który jako jedyny potrafił utemperować Seta i sprawić, by poznał swoje miejsce w naszym stadzie. Stado według Broka wygląda tak: najważniejszy, najmądrzejszy, jedyny do podziwiania jest Jarek. To niekwestionowany przywódca oraz pan i władca. Drugie miejsce w hierarchii zajmuje oczywiście Brok, potem jesteśmy my wszyscy czyli Secio, Zdzichu, Lolka, Babija, Nikita, mama i ja Kiedy Jarek wyjeżdża do Wrocławia, Brok czuje się za nas wszystkich odpowiedzialny, co najlepiej widać w czasie spacerów, kiedy siedzi na ścieżce czekając na powrót szalejącego wśród traw i uganiającego się za ptakami Secia lub Zdzicha , który przepada niewiadomo gdzie. Pilnuje Lolki, a także mnie i nie wróci do domu, póki nas wszystkich nie policzy. Pomaga mi odnaleźć koty i zabrać je do domu przed nadchodzącym deszczem. Rozwiązuje też wszelkie konflikty dotyczące misek z jedzeniem. Ma niewiarygodną potrzebę opiekowania się nami wszystkimi i nie tylko.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Set i Brok agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Gosia z Brokiem agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Brok matkujący

Tydzień temu to wielkie bydlę przyniosło pod dom zajączka, który mieścił się w mojej dłoni. Położył to maleństwo przed domem i sam, wielki jak koń, zwalił się obok, nie robiąc mu żadnej krzywdy. Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć. Brok ewidentnie chciał temu małemu matkować, nie mając pojęcia, że to niemożliwe. Zadzwoniłam do Ali, która rok temu wychowała małego zająca, by zapytać czy nie miałaby ochoty zaopiekować się małym, bo przecież nie wychowam zająca wśród czterech psów i dwóch kotów tak, by przygotować go do życia na wolności. Ala wybierała się do Wrocławia na parę dni, więc chcąc nie chcąc musiałam odebrać dziecko Brokowi i zaopiekować się nim w tym czasie. Zamieszkał w moim pokoju, gdzie od pudełka z trawą zdecydowanie wolał stary słomkowy kapelusz. Siedząc w nim czekał na kolejne strzykawki z mlekiem, którymi usiłowałam go nakarmić. Kiepsko nam to wychodziło, więc zakupiłam butelkę w aptece z najmniejszym smoczkiem. Maluch cmokał, coś tam łykał i tak przeżyliśmy tydzień.

agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zając Kapelusznik agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zając Kapelusznik agrokotlina_agroturystyka siedlisko_Zając Kapelusznik

Patrząc na niego, siedzącego w owym kapeluszu, myślałam że to co dzieje się w naszym domu czasem przypomina przygody Alicji w Krainie Czarów, która jak wszyscy pamiętamy, trafiła na najdziwniejszy podwieczorek świata spotykając przy stole Zwariowanego Kapelusznika, Szaraka Bez Piątej Klepki oraz Susła. Nie będzie nic dziwnego w tym, jeśli przy naszym stole zasiądą w towarzystwie gości równie dziwne zwierzaki, bowiem „w naszym magicznym domu wszystko się zdarzyć może. Same zmyślają się historie, sam się rozgryza orzech. W naszym magicznym domu ciepło jest i bezpiecznie. Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, zajrzyj tu do nas koniecznie.  Tutaj nikt gazet nie czyta , plotek nie słucha, tu mruczą koty, psy szczekają, ptaki śpiewają, zające kicają chociaż na świecie zawierucha ”

Kamieńczyk, 18 czerwca 2010

P.S.

Zając Kapelusznik mieszka teraz u Ali i kica za jej nogą. Pewnie dorosły wpadnie kiedyś do nas na podwieczorek.

P.S. 1

Filmik o zajączku : 

Reklamy