„… z najcichszej Wielkiej Nocy”
Zaledwie zimy minęła pogróżka,
W łagodnym, miękkim i tkliwym powiewie
W sad nagi wchodzi wiosna, nowicjuszka
Skromna, co jeszcze o swych czarach nie wie. (…)

Z oddali, która głosy tłumi sennie,
Jakoś inaczej niż zwykle kur pieje,
Dziwnie piotrowo, wieszczo, przedwiosennie,
Budząc niepokój razem i nadzieję.(…)

Drzewa splątane gołych koron gęstwą,
Co jak szkielety stoją czarnokostne,
Owiewa jakieś nieme nabożeństwo,
Jakieś milczenie twarde, wielkopostne. (…)

Leopold Staff „Sad o przedwiośniu”

W Wielki Piątek sypnęło śniegiem i do Kamieńczyka wróciła zima. Żonkile pod naszą gruszą wyglądały schizofrenicznie – rozkwitając trzęsły się z zimna, a ich żółte płatki zbielały ze zdziwienia. Świat za oknem znowu był bardziej przywidzeniem niż jawą. Wycinając bukszpan do wielkanocnego koszyczka miałam wrażenie, że oto kolejny raz przyroda wystawiła nas do wiatru. Miało być wiosennie, słonecznie, świątecznie, a tymczasem mokry śnieg zniweczył te wszystkie wiosenne mrzonki. Jednak pomimo powrotu zimy, w naszym domu trwały przygotowania do Świąt. Jarek po trzech dniach wędzenia wkroczył do kuchni z naręczem szynek, schabów, baleronów i boczków. W tygodniu Wielkiego Postu takie mięsiwo wystawia człowieka na pokuszenie. W cieple, na zapiecku rósł zaczyn na baby, jajka bulgotały w łupinach cebuli, świeżo tarty chrzan zdziwiony przyglądał się niejednej łzie, w garnku mrugała biała kiełbasa, na wywarze z której w Wielką Sobotę uwarzymy żur. Powoli cały dom wypełniał się świątecznymi zapachami. Wieczorem w zupełnej ciszy, patrząc na koszyczek myślałam o nadziei, która pomimo śniegu zawita do nas w Wielką Niedzielę, o drodze z ciemności do światła, o tunelu, który wita wędrowca na wjeździe do Kamieńczyka, by krętą drogą wyprowadzić go na samą górę, gdzie spojrzenie na rozległą panoramę Masywu Śnieżnika zapiera dech w piersi, odbiera mowę, staje się ową nadzieją, którą daje każde wędrowanie w górę… Gdy patrzysz z góry świat zawsze wydaje się lepszy, piękniejszy, bardziej zrozumiały… W Niedzielę Wielkanocną chcę Ci powiedzieć: „chodź podaj mi rękę, przeprowadzę Cię przez ciemność tunelu i pójdziemy w góry, do światła… Chodź, o wszystkim Ci opowiem…”
Kamieńczyk, Wielkanoc 2010

Sudety pełne światła

Advertisements